O autorze
Medyczne Centrum Przetwarzania Danych (MCPD) to wybudowany przez spółkę Data Techno Park z Wrocławia największy w Polsce ośrodek, w którym całkowicie bezpiecznie przechowywana jest dokumentacja medyczna pacjentów. Wkrótce stanie się to standardem, gdyż od 1 sierpnia 2017 r. wszystkie placówki medyczne będą miały ustawowy obowiązek przechowywać tego typu dokumentację w formie elektronicznej.

Na niniejszym blogu eksperci MCPD, odpowiedzialni za powstanie największej serwerowni w Polsce, w której przechowywana będzie dokumentacja medyczna wyjaśnią czytelnikom, m. in. jak takie rozwiązanie ułatwi życie zarówno pacjentom, jak i lekarzom, a dostęp do niej będzie ściśle zabezpieczony za pomocą najwyższej klasy infrastruktury informatycznej.

Specjaliści z MCPD rozwieją również wszelkie wątpliwości, dlaczego elektroniczna dokumentacja medyczna to oszczędność czasu, pieniędzy oraz zdrowia, poprzez znacznie przyspieszenie procesu prowadzenia badań i diagnozowania chorób przez lekarzy.

Spór wokół danych wrażliwych, czyli znaczenie elektronicznej dokumentacji medycznej

Z zainteresowaniem przeczytałem w Rynku Zdrowia artykuł pod tytułem „Czy chorzy psychicznie powinni obawiać się e-dokumentacji? Zdania są podzielone”. Jak to właściwie jest z przechowywaniem dokumentacji medycznej w Polsce? Czy pacjenci powinni mieć obawy związane z przechowywaniem danych?

Wypowiadali się w nim dwaj znamienici specjaliści w dziedzinie psychiatrii: profesor Andrzej Kokoszka, kierownik II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii profesor Piotr Gałecki. Pierwszy z nich apeluje o wyłączenie danych pacjentów psychiatrycznych z systemu e-dokumentacji i przekonuje, że jeśli informacje o ich chorobie znajdą się na serwerach to tajemnica lekarska nie będzie dobrze chroniona, a to może dać dramatyczne skutki. Jego zdania nie podziela konsultant krajowy. W przekonaniu prof. Gałeckiego wskazane jest, żeby pacjent psychiatryczny miał centralną kartotekę.

Jeden z forumowiczów napisał „przy tak zaplanowanej informatyzacji polskiej ochrony zdrowia, tajemnica lekarska w e-dokumentacji stanie się fikcja, a historie choroby będzie można sobie poczytać w fakcie czy tez innym super expressie. I wtedy podniesie się larum, ale teraz nie słucha się ostrzeżeń, bowiem lobby informatyczne ma zbyt duże pieniądze do zdobycia” (pisownia oryginalna).

Spróbujmy przyjrzeć się temu bez emocji w świetle obowiązującego do tej pory prawa i obowiązków z nich wynikających.

Te najważniejsze akty prawne to:
1. Ustawa o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 roku,
2. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i administracji z dnia 29 kwietnia 2004r. w sprawie dokumentacji przetwarzania danych osobowych oraz warunków technicznych i organizacyjnych, jakimi powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych
3. Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta
4. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 21 grudnia 2010 r. w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania.

Jak widać, te akty prawne powstały przed powstaniem ustawy z dnia 28 kwietnia 2011 roku o systemie informacji w ochronie zdrowia (SIM).

Z kontekstu wypowiedzi innych forumowiczów wynika, że z ustawą o SIM jest jak z filmem „Ida”. Wszyscy się o niej wypowiadają, a tylko nieliczni ją czytali. Ustawa o SIM porządkuje, uszczegóławia i wprowadza nowe obowiązki na podmioty medyczne. Ale czy jest rewolucją? Jedynym nowym zapisem jest wprowadzenie obowiązku prowadzenia dokumentacji w postaci elektronicznej.

Większość obowiązków wynikających z prowadzenia dokumentacji medycznej opisują przywołane powyżej ustawy i rozporządzenia. To one precyzują przede wszystkim w jaki sposób będzie tworzona, udostępniana i w jakich warunkach i jak długo przechowywana dokumentacja medyczna. Akty prawne dotyczą wszystkich podmiotów przetwarzających dane wrażliwe. Dla przypomnienia „Dane medyczne - podzbiór zbioru danych osobowych, zawierający dane określone w art. 27 ustawy o ochronie danych osobowych, określane jako "dane osobowe wrażliwe"”. Jako takie podlegają one szczególnej dbałości o ich bezpieczne przechowywanie. I nie dotyczy to tylko danych wytworzonych w postaci elektronicznej.

Ustawodawca nakazuje: „Wpisu w dokumentacji dokonuje się niezwłocznie po udzieleniu świadczenia zdrowotnego, w sposób czytelny i w porządku chronologicznym.” Rzeczywistość jest jednak bliższa poleceniu jednego z lekarzy do sekretarki medycznej „Krysiu, piszemy tak, abym tylko ja lub Bóg mógł to odczytać”. Zawsze można wtedy się wybronić, że ja napisałem dobrze, a to pacjent, farmaceuta, drugi lekarz niewłaściwie odczytali.

A propos sekretarek medycznych - jest przyjęte w naszym kraju, że to one w większości tworzą dokumentacje medyczną, chociaż nie są w prawie wymienione jako osoby uprawnione do takiego działania. Ustawodawca: „Lekarze, pielęgniarki i położne są uprawnieni do uzyskiwania i przetwarzania danych zawartych w dokumentacji medycznej”. Przypomina mi się tutaj historia z jednego ze szpitali. Po skończonej operacji przez profesora z Niemiec, dyrektor zaprasza na kawę. Profesor mówi, że musi opisać przebieg operacji. Na to nasz chirurg mówi, że zrobi to sekretarka. Profesor się oburza, że przecież nie było jej na sali operacyjnej, po czym siada do komputera, opisuje zabieg, drukuje i podpisuje się. Następnie przyjmuje zaproszenie na kawę. Jak widać z tego przykładu, należy budować świadomość wśród personelu medycznego, że udzielenie świadczenia medycznego kończy się z chwilą udokumentowania pracy.

Przyjrzyjmy się sposobowi przechowywania dokumentacji medycznej. W dużych ośrodkach regulują to wewnętrzne przepisy, ale i tak często zdarza się, że dokumenty leżą niezabezpieczone w niezamkniętych pokojach lekarskich lub na ladach pielęgniarskich. Dużo gorzej wygląda to w gabinetach lekarskich. Często są to przypadkowe kartoteki w żaden sposób niezabezpieczone. Dane pacjenta zapisywane są w notesach i kalendarzach lekarzy, które często po wykorzystaniu lądują na śmietnikach. Tak tworzona i przechowywana dokumentacja staje się łatwym celem dla potencjalnych dostawców newsów do Faktu, czy Super Expressu.

„Pacjent ma prawo do dostępu do dokumentacji medycznej dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń zdrowotnych”. Jak to wygląda w praktyce pokazał początek roku, kiedy z powodu protestów lekarzy większość gabinetów była nieczynna, a pacjenci nawet ze schorzeniami przewlekłymi nie mogli dostać się do swojej dokumentacji medycznej.

„Podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych przechowuje dokumentację medyczną przez okres 20 lat…”. Czy osoby biorące udział w dyskusji w Rynku zdrowia znają odpowiedź co się dzieje z dokumentacją pacjenta po śmierci lekarza? Czy nie ląduje on na śmietniku bo nikt nie jest zainteresowany jej przechowywaniem zgodnie z wymaganiami ustawy?
Nie wiem, które grupy najbardziej lobbowały za wprowadzeniem dokumentacji w postaci elektronicznej. Na pewno przeciwni są jej ci lekarze, którzy chowają się za informacjami trudnymi do odczytania i ci, którzy widzą w niej narzędzie do weryfikacji swoich dochodów. Nie chcą jej na pewno ci którzy chcą leczyć, a nie wyleczyć. I dotyczy to nie tylko pacjentów psychiatrycznych.

Na wprowadzeniu Elektronicznej Dokumentacji Medycznej najbardziej powinno zależeć pacjentom, którzy dzięki uporządkowaniu zapisów lekarzy będą mieli rzetelną wiedzę i informacje o swojej chorobie, a w razie błędów lekarskich dobrze udokumentowaną historię leczenia.

Autor tekstu: Marcin Lenarczyk,
Dyrektor ds. IT w Medycynie,
Data Techno Park
Trwa ładowanie komentarzy...